Spoglądasz czasem na swoje fotografie sprzed dwudziestu paru lat? Co widzisz?

TAMTA dziewczyna i TA kobieta, a jakby zupełnie inne osoby.

Twoje ciało idzie w jedną stronę, a hormony w drugą. Sen często bywa kapryśny. Skóra też. Odkładają się pierwsze stresy i pierwsze warstwy tłuszczyku (no, drugie też, trzecie… czasami), a bywa, że błyśnie gdzieś – niemożliwe! – siwy włos.

{ To tylko refleks świetlny, wiadoma. }

Można na to patrzeć jak na karę albo jak na proces. Można z tym walczyć, bronić się (na siłę będę młodsza!), można znienawidzić samą siebie – albo po prostu zrozumieć. I przyjąć.

Starszość, dojrzałość, niemłodość, pełna pełnoletniość – to synonimy słowa „kobiecość”. Tak ma być, wiesz? Tak jest pięknie. I dobrze. Nie jesteś popsuta. Jesteś w ruchu.

W swoim najlepszym cyklu rozwojowym! Nie ma lepszej pory życia. Zauf Jackowi!

Ciekaw jestem, czy bywasz ze swoim ciałem w konflikcie, w zmowie czy w rozmowie? Bo ja, cholera, całym ciałem jestem w stałym konflikcie ze swoją metryką. Zakłamaną! Wiarołomną!

Co roku mnie bestia oszukuje, ale walczę i dzięki temu od bardzo dawna mam te swoje 44 lata, czego i Tobie życzę. Ale Ty pewnie masz inaczej 😉

Lubisz swoją metrykę? Te nieustanne siedemnaście lat?